Wszystkie osoby miały zwyczaj przykrywania zawsze głowy na noc kocem

Ten cienki kawałek materiału był widocznie wystarczający, by ochronić je równie skutecznie, co płótno namiotu czy dach. „Mam wrażenie – zakończył lekarz – że prawdziwą ochroną człowieka śpiącego pod gołym niebem jest ekran bardziej symboliczny, niż realny: chusteczka do nosa może być równie skuteczna, co ołowiana pokrywa. Najważniejsze, by głowa była zakryta. Jest to jakby rodzaj rytualnego obowiązku, czysto formalna tajemnica. Tłumaczę to tak: najbardziej potrzebny śpiącemu człowiekowi, by zapewnić jego bezpieczeństwo, jest dom; zainscenizowanie, nawet czysto symboliczne, czy choćby tylko analogiczne, jakiegoś dachu nad głową wystarczy, by ochronić śpiącego, by przerwać snop napastujących go sił, by odstręczyć agresję niewidzialnego.

Złowroga siła nocy

Na drugi dzień rano trzynastu z nich nie żyło (czyli ponad 50 procent), podczas gdy odsetek zgonów wśród tych, którzy spali pod namiotami, i których stan był o wiele bardziej niepokojący, nie przekraczał 5 procent. Zwykłe płótno namiotu wystarczyło, by jednych ochronić przed agresją gołego nieba, podczas gdy na pozostałych spadła ona z całą siłą. Śmieszna ochrona – powiedzą niektórzy – jeśli wierzyć w istnienie szkodliwych promieni, które w nocy atakują śpiącego człowieka! Dla tych właśnie osób kamienny sufit, prawdziwy dach może być ewentualnie skutecznym ekranem. Ale zwykłe płótno namiotu!… Mój amerykański przyjaciel bez wahania kategorycznie odrzucił tę obiekcję. Byłem tak wstrząśnięty tą nieprzewidzianą he- katombą – wytłumaczył mi – że od tej chwili ani na moment nie zaprzestałem szukać jej przypuszczalnych przyczyn. Z bardzo szczegółowego dochodzenia, które przeprowadziłem, wyciągnąłem dwa dziwne wnioski:
Wszystkie dziesięć osób, które pozostały przy życiu po nocy spędzonej pod gołym niebem, spały tej nocy mało i źle: czyżby bezsenność pozwoliła im  właśnie na to, by skuteczniej oprzeć się złowrogim siłom nocy?

Dziesięć osób pozostałych przy życiu spało z głową nakrytą kocem

Amerykański lekarz moich przyjaciół, z którym pewnego dnia dyskutowałem na temat niebezpieczeństw spania pod gołym niebem, powiedział mi, że miał kiedyś okazję stwierdzić w sposób przerażający słuszność mojej tezy. Było to pod koniec ostatniej wojny, w Niemczech. Kierował wówczas wojskowym pogotowiem polo- wym, które przemieszczało się razem z pierwszymi eszelonami armii Pattona. Pewnego dnia, na gołym, pokrytym ruinami polu (które jeszcze kilka dni przedtem było miastem Pforzheim, ale po którym obecnie nie pozostał kamień na kamieniu), lekarz ów kazał rozbić namioty swojego wędrownego szpitala. Czy to z powodu jakiegoś bombardowania, czy też wyjątkowo morderczej bitwy, przyjaciel mój przyjął tego dnia wielu rannych. Pod namiotami zabrakło miejsca. Równocześnie niemożliwe było zorganizowanie tego samego dnia przewozu na tyły tych, którzy zostali opatrzeni w pierwszej kolejności i mogli być ewakuowani. Jedynym wyjściem w tej sytuacji było więc położenie na noc, na świeżym powietrzu, około dwudziestu rannych (dokładnie dwudziestu trzech). Był akurat początek wiosny i pogoda była chłodna, ale bardzo ładna. Łóżek ani kocy nie brakowało. Wygodnie ułożeni, ciepło okryci, dobrze żywieni, starannie pielęgnowani, ranni ci powinni byli bez problemu znieść noc pod gołym niebem. Wybrano zresztą na ten wymuszony kemping najlżej rannych.

Niebezpiecznie jest spać na dworze nocą

Minimum ostrożności nakazuje przynajmniej, by zainstalować ekran ochronny między śpiącym a „gołym niebem” ponad jego głową. Chodzi mi jedynie o sen nocny, na świeżym powietrzu, który czyni z człowieka bezbronny cel wszelkich promieni, kosmicznych i ziemskich, w stanie naturalnym. Ryzyko to jest dużo mniejsze dla tych, którzy są w stanie czuwania. Co do popołudniowej sjesty natomiast, posiada ona jedynie korzystne strony – chyba że odbywałaby się oczywiście w cieniu złowrogiego drzewa. Nocą osoba śpiąca pod gołym niebem znajduje się w stanie skrajnej wrażliwości, tym bardziej, że właśnie podczas godzin nocnych szaleją z wyjątkową, niepowstrzymaną napastliwością niewidzialne siły (zarówno duchowe, jak i fizyczne, elektryczne i magnetyczne).

Człowiek jest bez przerwy wystawiony na agresywne ataki klimatu

Nawet pomijając poważne, naturalne kataklizmy, stwierdzić trzeba, że człowiek jest bez przerwy wystawiony na agresywne ataki klimatu, otoczenia żywiołów; poza tym musi bez ustanku stawiać czoła agresywnym, wrogim, niewidzialnym siłom padającym na niego z nieba, czy też unoszącym się z ziemi. Prawdę mówiąc natura jest dla niego śmiertelnym wrogiem. Ten, który uważa się za „naturystę” kieruje się zwykłym snobizmem, i to też jest tylko częściowe lub chwilowe. W rzeczywistości, aby przeżyć, człowiekowi potrzebne są odzież i dom. Inne zwierzęta są bardziej odporne. Ale człowiek, im bardziej oddala się od zwierzęcia i porzuca prymitywne zwyczaje, tym częściej chowa się w skorupę, jak ślimak, w poszukiwaniu ratunku. Dom jest jego jedynym schronieniem, jego prawdziwą ochroną. Aby poczuć się bezpiecznym, człowiek potrzebuje dachu nad głową i czterech ścian. Spać pod gołym niebem, to niewątpliwie wrażenie poetyczne i wzruszające, niemniej wyraża groźną rzeczywistość.

Bez problemu i strachu

Wyobraźmy sobie, że ludzie traktowaliby w sposób tak beztroski i zuchwały wrogie siły Natury: cóż by to był za pogrom! Na całe szczęście bez wytchnienia wciąż wynajdują szczepionki przeciw epidemiom, tamy przeciw powodziom, amortyzujące  fundamenty przeciw trzęsieniom ziemi, piorunochrony – przeciw ogniowi ziejącemu z nieba, silosy i fabryk konserw – przeciw głodowi, pigułki antykoncepcyjne – przeciw przeludnieniu, a religie przeciw rozpaczy. Wojny pozwalają na wyciągnięcie podobnego wniosku, paradoksalnego i pocieszającego zarazem. Oszałamiające wprost jest stwierdzenie, że aby zabić jednego, jedynego człowieka, zużyć trzeba tony stali, środków wybuchowych, fosgenu, ropy naftowej, i nie wiem, czego jeszcze. Po to, by pod koniec tego rozpętanego piekła stwierdzić, że ofiar jest dużo mniej, niż tych, którzy pozostali przy życiu! Zbiorowa, zorganizowana zbrodnia nie jest opłacalnym zajęciem. Nawet bomba atomowa, ze względu na swoją cenę nie opłaca się. Przerażenie, jakim nas napawa pochodzi stąd, że jest dziełem człowieka; ale tak naprawdę, trzęsienia ziemi i przypływy morza, głód i epidemie, powodzie i owady zabijają, i to wiele mniejszym kosztem, o wiele więcej łudzi.

Uwięzieni w pudłach

Pudła, zwane samochodami, kierowcy pędzą na wyścigi, jedni za drugimi, albo jedni przy drugich, wyprzedzają się, prawie ocierają się o siebie, mając zaledwie kilka centymetrów przestrzeni, by się wyminąć. Jeśli weźmiemy do tego pod uwagę fakt, że żaden z uczestników tej niebezpiecznej gry nie szanuje jej reguł, logika wskazywałaby, że żaden z nich nie wyjdzie z życiem z tego szalonego baletu. A przecież statystyki podają, że na miliony szaleńców, którzy igrają ze śmiercią w ten sposób co dzień, ginie tylko kilka tysięcy; co oznacza, że każdy z nas, siadając za kierownicą, ma tak samo mało szans na to, że zginie tragiczną śmiercią, jak na to, że wygra główny los na loterii. Około piętnastu tysięcy ofiar rocznie. Tylko. A przecież w liczbie tej zawarta jest również liczba przejechanych przechodniów – co nie jest uczciwe. W każdym razie, w porównaniu z setkami milionów ludzi, którzy przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni świadomie kuszą los igrając ze śmiercią, proporcja jest znikoma. Jak na ten męski sport, jakim stała się co weekendowa, zmotoryzowana emigracja, nie są to wielkie straty. W sumie równie dobrze można twierdzić, że gra w bilard czy w krokieta jest równie niebezpieczna.

NIEBEZPIECZEŃSTWA SPANIA POD GOŁYM NIEBEM

Człowiek jest najbardziej słabym ze zwierząt. Nie ma ani skorupy, ani skóry, ani futra. Jest bardziej goły, niż zwykły robak, bardziej nietrwały, niż cytryna. Dla Wielkiego Sprawcy nieszczęść jest on wymarzonym kozłem ofiarnym, ponieważ spośród wszystkich ofiar on jeden jest ofiarą świadomą. Inteligentny i pomysłowy, na wszystkie sposoby stara się uniknąć swojego losu, losu zwykłej zwierzyny – co powoduje, że nieustanna nagonka na człowieka, jakiej oddaje się Natura, staje się jeszcze bardziej pociągająca. W sposób paradoksalny jedyne sytuacje, w których człowiek ma najwięcej szans na przeżycie, to katastrofy, za które on sam jest osobiście odpowiedzialny: wypadki drogowe i wojny. Statystyki są tego dowodem.

error: Content is protected !!