Był to mały wiejski domek w Prowansji

Suchy i zdrowy, sympatyczny w wyglądzie i w dotyku, oddychający szczęściem i zdrowiem. A jednak moi paryscy znajomi, którzy domek ten odnowili z pietyzmem i rozkosznie w nim żyli, skarżyli się na bezsenność. Nie mogli dosłownie przez całą noc zmrużyć oka. Na szczęście pozostawały im relaksujące sjesty w cieniu sosen. Ale w pokoju, w nocy, nie było nawet mowy o zaśnięciu. Bezsenność ta, wielce dziwna – tym bardziej, że żaden środek nasenny nie był w stanie jej zwalczyć nie powodowała ani nerwicy, ani zmęczenia mięśni, ani wyczerpania nerwowego. Znajomi moi, wprost przeciwnie, mieli cały czas wrażenie, że są w olimpijskiej formie, zupełnie jakby ich baterie ładowały się podczas bezsennych nocy niewidzialnym prądem; posiadali większą niż zwykle jasność umysłu, okazywali również więcej niż zwykle zapału w pracy, na spacerze, w poszukiwaniu przyjemności. W tej sytuacji – powie ktoś – na co oni się właściwie skarżyli? No więc bezsenne noce niepokoiły ich. Podróż przez życie (tę przerażającą pustynię) wydaje się za długa, jeśli nie jest przerywana oazami snu w regularnych odstępach. Nie można żyć bez „przystanku” na sen, nawet jeśli nie odczuwa się zmęczenia. Nie można poświęcić dwudziestu czterech godzin na dobę na pracę lub przyjemności; człowiek musi chociaż przez jedną trzecią tego czasu pogrążyć się w nicości, inaczej popada w obłęd. Sen, stanowiący zawsze „małą śmierć” jest absolutnie konieczny, aby można było żyć pozostając przy zdrowych zmysłach. Tego obawiało się właśnie owo małżeństwo, które wezwało mnie na pomoc.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉

Był to mały wiejski domek w Prowansji

Suchy i zdrowy, sympatyczny w wyglądzie i w dotyku, oddychający szczęściem i zdrowiem. A jednak moi paryscy znajomi, którzy domek ten odnowili z pietyzmem i rozkosznie w nim żyli, skarżyli się na bezsenność. Nie mogli dosłownie przez całą noc zmrużyć oka. Na szczęście pozostawały im relaksujące sjesty w cieniu sosen. Ale w pokoju, w nocy, nie było nawet mowy o zaśnięciu. Bezsenność ta, wielce dziwna – tym bardziej, że żaden środek nasenny nie był w stanie jej zwalczyć nie powodowała ani nerwicy, ani zmęczenia mięśni, ani wyczerpania nerwowego. Znajomi moi, wprost przeciwnie, mieli cały czas wrażenie, że są w olimpijskiej formie, zupełnie jakby ich baterie ładowały się podczas bezsennych nocy niewidzialnym prądem; posiadali większą niż zwykle jasność umysłu, okazywali również więcej niż zwykle zapału w pracy, na spacerze, w poszukiwaniu przyjemności. W tej sytuacji – powie ktoś – na co oni się właściwie skarżyli? No więc bezsenne noce niepokoiły ich. Podróż przez życie (tę przerażającą pustynię) wydaje się za długa, jeśli nie jest przerywana oazami snu w regularnych odstępach. Nie można żyć bez „przystanku” na sen, nawet jeśli nie odczuwa się zmęczenia. Nie można poświęcić dwudziestu czterech godzin na dobę na pracę lub przyjemności; człowiek musi chociaż przez jedną trzecią tego czasu pogrążyć się w nicości, inaczej popada w obłęd. Sen, stanowiący zawsze „małą śmierć” jest absolutnie konieczny, aby można było żyć pozostając przy zdrowych zmysłach. Tego obawiało się właśnie owo małżeństwo, które wezwało mnie na pomoc.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉