Oprysk na mlecz

Prawie co roku Job znajdował okazję, by mnie odwiedzić. Zatrzymywał się u mnie na kilka zaledwie dni, akurat tyle, ile potrzeba było, by dopasować do jego rozmiarów jeden z moich starych garniturów, czy też zawieźć go do dentysty na wyrwanie, na mój koszt, jakiegoś dziurawego zęba.
Moja znajomość z Jobem zaczęła się bardzo dawno, kiedy opieka socjalna jeszcze nie istniała.
Biedni byli wtedy ludźmi odpowiedzialnymi i na własny koszt pędzili ku starości bez emerytury.
Job był właśnie takim biednym, najbardziej wolnym ze wszystkich biednych, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Widok Joba, tak biednego i tak wolnego, tak pozbawionego wszelkich świadczeń socjalnych, tak niewiele mającego wspólnego ze społeczeństwem, w którym żył z własnej woli jak parias, napawał mnie przy każdej wizycie cudownymi wyrzutami sumienia. Wyrzutami, bo wstyd mi było, że interesuję się malowniczą i fantastyczną stroną społeczności człowieczej, zamiast zająć się nędzą ludzką; a cudownymi, bo (Bogu dzięki!) wszelkie działania sprawiedliwościowe, społeczne, czy związkowe były natychmiast tłumione w momencie zetknięcia z tym obdartym olbrzymem, który godził się pracować jedynie od przypadku do przypadku, choć szanował szczerze każdego chwilowego pracodawcę, i który tak beztrosko poddawał się dającej poczucie bezpieczeństwa grze w opiekuńczość.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉

Oprysk na mlecz

Prawie co roku Job znajdował okazję, by mnie odwiedzić. Zatrzymywał się u mnie na kilka zaledwie dni, akurat tyle, ile potrzeba było, by dopasować do jego rozmiarów jeden z moich starych garniturów, czy też zawieźć go do dentysty na wyrwanie, na mój koszt, jakiegoś dziurawego zęba.
Moja znajomość z Jobem zaczęła się bardzo dawno, kiedy opieka socjalna jeszcze nie istniała.
Biedni byli wtedy ludźmi odpowiedzialnymi i na własny koszt pędzili ku starości bez emerytury.
Job był właśnie takim biednym, najbardziej wolnym ze wszystkich biednych, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Widok Joba, tak biednego i tak wolnego, tak pozbawionego wszelkich świadczeń socjalnych, tak niewiele mającego wspólnego ze społeczeństwem, w którym żył z własnej woli jak parias, napawał mnie przy każdej wizycie cudownymi wyrzutami sumienia. Wyrzutami, bo wstyd mi było, że interesuję się malowniczą i fantastyczną stroną społeczności człowieczej, zamiast zająć się nędzą ludzką; a cudownymi, bo (Bogu dzięki!) wszelkie działania sprawiedliwościowe, społeczne, czy związkowe były natychmiast tłumione w momencie zetknięcia z tym obdartym olbrzymem, który godził się pracować jedynie od przypadku do przypadku, choć szanował szczerze każdego chwilowego pracodawcę, i który tak beztrosko poddawał się dającej poczucie bezpieczeństwa grze w opiekuńczość.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉