Przeklęte słupki kilometrowe

Jeśli chodzi o słynne „ciemne drogowe punkty”, na których ofiary składane w darze samochodowemu bożkowi są o wiele liczniejsze niż gdzie indziej, często wystarczy nagiąć zakręt, zlikwidować skrzyżowanie, umocnić pobocze drogi, zrównać z nawierzchnią szosy kanalizację odpływową, która ją przecina, postawić dodatkowy znak drogowy, aby skończyły się wypadki w tym właśnie miejscu. Czasami jednak metody używane przez Wydział Budowy Dróg i Mostów nie są w stanie zahamować ponurej serii; szczególnie, gdy zdarzają się one zawsze w tym samym miejscu, na prostej drodze o dobrej nawierzchni, zupełnie jakby niewidzialny magnes przyciągał określone samochody na ten właśnie słup, czy na ten właśnie platan rosnący na poboczu drogi. Te przeklęte „słupki kilometrowe” naprawdę istnieją; samochody wpadają na nie, jak muchy na lep, z wyjątkową siłą, w miejscach, które inżynierowie nie potrafią uczynić nieszkodliwymi. Czy jest jakieś wytłumaczenie tego fatalnego przeznaczenia? Z całą pewnością są to miejsca przeklęte, albo miejsca niegdyś „poświęcone”, z zakazem wstępu niewtajemniczonej osobie. Nowoczesna sieć dróg nie uszanowała oczywiście tych niewidocznych zakazów. Moim zdaniem, te bariery, wzniesione tak dawno temu przez fale myśli, przetrwają i będą skuteczne i niebezpieczne tak długo, póki ktoś wtajemniczony ich nie zburzy, nie rozrzuci na wszystkie strony, i nie unicestwi, dopełniając odpowiednich rytualnych formalności. Technika i nauki ścisłe robią dużo dla naszej wygody, ale jestem zmuszony przyznać, że w pewnych zastrzeżonych dziedzinach, aby rozwiązać problemy bezpieczeństwa, lepiej odwołać się do czarownika niż do robotnika.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉

Przeklęte słupki kilometrowe

Jeśli chodzi o słynne „ciemne drogowe punkty”, na których ofiary składane w darze samochodowemu bożkowi są o wiele liczniejsze niż gdzie indziej, często wystarczy nagiąć zakręt, zlikwidować skrzyżowanie, umocnić pobocze drogi, zrównać z nawierzchnią szosy kanalizację odpływową, która ją przecina, postawić dodatkowy znak drogowy, aby skończyły się wypadki w tym właśnie miejscu. Czasami jednak metody używane przez Wydział Budowy Dróg i Mostów nie są w stanie zahamować ponurej serii; szczególnie, gdy zdarzają się one zawsze w tym samym miejscu, na prostej drodze o dobrej nawierzchni, zupełnie jakby niewidzialny magnes przyciągał określone samochody na ten właśnie słup, czy na ten właśnie platan rosnący na poboczu drogi. Te przeklęte „słupki kilometrowe” naprawdę istnieją; samochody wpadają na nie, jak muchy na lep, z wyjątkową siłą, w miejscach, które inżynierowie nie potrafią uczynić nieszkodliwymi. Czy jest jakieś wytłumaczenie tego fatalnego przeznaczenia? Z całą pewnością są to miejsca przeklęte, albo miejsca niegdyś „poświęcone”, z zakazem wstępu niewtajemniczonej osobie. Nowoczesna sieć dróg nie uszanowała oczywiście tych niewidocznych zakazów. Moim zdaniem, te bariery, wzniesione tak dawno temu przez fale myśli, przetrwają i będą skuteczne i niebezpieczne tak długo, póki ktoś wtajemniczony ich nie zburzy, nie rozrzuci na wszystkie strony, i nie unicestwi, dopełniając odpowiednich rytualnych formalności. Technika i nauki ścisłe robią dużo dla naszej wygody, ale jestem zmuszony przyznać, że w pewnych zastrzeżonych dziedzinach, aby rozwiązać problemy bezpieczeństwa, lepiej odwołać się do czarownika niż do robotnika.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉