Uciekająca przed chłopcem dziewczyna biegnie wzdłuż niewidzialnej granicy do samej skały

I tu, zamiast przekroczyć jednym skokiem fatalny słupek, rzuca się na ziemię przy kamieniu, chwyta swojego przyjaciela za nogi i przygniata go do mchu obok siebie. Śmiechy, walka, pocałunki. Wstają. Nadchodzi moment, w którym z całą pewnością granica zostanie naruszona… Nie. Dziewczyna woła: „Nie tam! Tędy!” To wszystko. Napastnik nagle zmienił kierunek. Więcej niczego się dzisiaj nie dowiemy. Nie można przecież spędzić całego dnia na posterunku przed sanktuarium. Niech przeznaczenie idzie swoim trybem. Przynajmniej do jutrzejszego świtu, ponieważ moja decyzja jest podjęta: wrócę tu jutro o odpowiedniej godzinie, by zdjąć urok odwracając obrzędy konsekracji. Nie ostrzegając Waltera. Lepiej wmówić mu, że to wszystko kawał. Zbić go z tropu, pozbawić złudzeń, zniechęcić go i obrzydzić mu wszelką magię, przekonać, że to kłamstwo i mrzonki, tak aby na zawsze odebrać mu chęć na nowe doświadczenia. Tak więc na drugi dzień wstaję o świcie i o godzinie 5 rano ruszam w drogę do Lasku Bulońskiego. Co za smutek, co za chłód w duszy! Odnajduję sanktuarium, starannie oznaczam jego granice i zaczynam magiczny ceremoniał: polega on na gestach, na krokach w jedną i w drugą stronę, w rytmie, który nadają im moje niezrozumiałe pomruki. Jest to w sumie dość niezwykły spektakl, jaki obserwującej osobie może wydać się równie śmieszny, co niepokojący.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉

Uciekająca przed chłopcem dziewczyna biegnie wzdłuż niewidzialnej granicy do samej skały

I tu, zamiast przekroczyć jednym skokiem fatalny słupek, rzuca się na ziemię przy kamieniu, chwyta swojego przyjaciela za nogi i przygniata go do mchu obok siebie. Śmiechy, walka, pocałunki. Wstają. Nadchodzi moment, w którym z całą pewnością granica zostanie naruszona… Nie. Dziewczyna woła: „Nie tam! Tędy!” To wszystko. Napastnik nagle zmienił kierunek. Więcej niczego się dzisiaj nie dowiemy. Nie można przecież spędzić całego dnia na posterunku przed sanktuarium. Niech przeznaczenie idzie swoim trybem. Przynajmniej do jutrzejszego świtu, ponieważ moja decyzja jest podjęta: wrócę tu jutro o odpowiedniej godzinie, by zdjąć urok odwracając obrzędy konsekracji. Nie ostrzegając Waltera. Lepiej wmówić mu, że to wszystko kawał. Zbić go z tropu, pozbawić złudzeń, zniechęcić go i obrzydzić mu wszelką magię, przekonać, że to kłamstwo i mrzonki, tak aby na zawsze odebrać mu chęć na nowe doświadczenia. Tak więc na drugi dzień wstaję o świcie i o godzinie 5 rano ruszam w drogę do Lasku Bulońskiego. Co za smutek, co za chłód w duszy! Odnajduję sanktuarium, starannie oznaczam jego granice i zaczynam magiczny ceremoniał: polega on na gestach, na krokach w jedną i w drugą stronę, w rytmie, który nadają im moje niezrozumiałe pomruki. Jest to w sumie dość niezwykły spektakl, jaki obserwującej osobie może wydać się równie śmieszny, co niepokojący.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉