„Wypadek przy pracy”

W swoim czasie Damabiah mi opowiedział i skomentował, stał się wstępem do wydarzeń dużo bardziej dramatycznych, które ilustrują jeszcze barwniej nietykalność „sanktuariów”. W czasie okupacji Damabiah dał się otwarcie poznać jako zwolennik polityki współpracy z Niemcami. Zaskakujące zaangażowanie ze strony tego intelektualisty, bardziej obytego z tajemnicami okultyzmu, niż z tajnikami polityki. W każdym razie żadna z wróżbiarskich sztuk, które uprawiał z takim powodzeniem, nie przepowiedziała mu prawidłowo przyszłości. Tuż przed wyzwoleniem Damabiah musiał uciekać, aby umknąć gwałtom, i może nawet śmierci, którymi grozili mu młodzi zuchwalcy (jeszcze wtedy działający w ukryciu, ale już nie na długo) miejscowego Ruchu Oporu. Wyjechał, nie zdążywszy zdjąć święceń ze swojego sanktuarium. Gdy tylko pierwszy amerykański kask ukazał się na granicy wioski, młodzi ludzie z trójkolorową opaską pobiegli co tchu do domu Damabiaha, wyważyli drzwi willi i zaczęli grabić. Wszystko odbywało się bez problemu dopóki nie przekroczyli progu sanktuarium. Nieunikniony dramat miał miejsce w momencie, gdy banda młodych wilków rzuciła się na drzwi biura Damabiaha. Niesiony własnym rozpędem, pierwszy napastnik, który nie spodziewał się trafić za wyważonymi drzwiami na schodki, stracił równowagę i upadł. W ręce trzymał karabin maszynowy, którym nie potrafił się posługiwać; na nieszczęście broń była odbezpieczona i nabój znajdował się w komorze. Upadając, chłopiec chwycił się swojej broni, naciskając na spust. Wybuchł gwałtowny ogień, kosząc kolegów, idących tuż za nim. Jeden zabity, czterech rannych. Wówczas przyjeżdża mer poinformowany o wyprawie zorganizowanej przez młodzież. Mer każe zamknąć wszystkie drzwi willi, na które następnie komornik nakłada ochronne pieczęcie. „Sanktuarium” pozostanie więc nietknięte – przynajmniej do momentu, kiedy sędzia śledczy postanawia przeprowadzić legalną rewizję w willi zbiegłego, obrzydliwego „kolaboranta”. Decyzja ta nie zostanie wykonana. Damabiah umrze przed oddaniem się w ręce sprawiedliwości, i jego śmierć wygasi podjęte przeciwko niemu postępowanie sądowe. Równocześnie obalony zostanie zakaz wstępu do „sanktuarium”. Począwszy od tej chwili ryzyko świętokradztwa i związanej z nim kary przestaje grozić ewentualnemu gwałcicielowi.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉

„Wypadek przy pracy”

W swoim czasie Damabiah mi opowiedział i skomentował, stał się wstępem do wydarzeń dużo bardziej dramatycznych, które ilustrują jeszcze barwniej nietykalność „sanktuariów”. W czasie okupacji Damabiah dał się otwarcie poznać jako zwolennik polityki współpracy z Niemcami. Zaskakujące zaangażowanie ze strony tego intelektualisty, bardziej obytego z tajemnicami okultyzmu, niż z tajnikami polityki. W każdym razie żadna z wróżbiarskich sztuk, które uprawiał z takim powodzeniem, nie przepowiedziała mu prawidłowo przyszłości. Tuż przed wyzwoleniem Damabiah musiał uciekać, aby umknąć gwałtom, i może nawet śmierci, którymi grozili mu młodzi zuchwalcy (jeszcze wtedy działający w ukryciu, ale już nie na długo) miejscowego Ruchu Oporu. Wyjechał, nie zdążywszy zdjąć święceń ze swojego sanktuarium. Gdy tylko pierwszy amerykański kask ukazał się na granicy wioski, młodzi ludzie z trójkolorową opaską pobiegli co tchu do domu Damabiaha, wyważyli drzwi willi i zaczęli grabić. Wszystko odbywało się bez problemu dopóki nie przekroczyli progu sanktuarium. Nieunikniony dramat miał miejsce w momencie, gdy banda młodych wilków rzuciła się na drzwi biura Damabiaha. Niesiony własnym rozpędem, pierwszy napastnik, który nie spodziewał się trafić za wyważonymi drzwiami na schodki, stracił równowagę i upadł. W ręce trzymał karabin maszynowy, którym nie potrafił się posługiwać; na nieszczęście broń była odbezpieczona i nabój znajdował się w komorze. Upadając, chłopiec chwycił się swojej broni, naciskając na spust. Wybuchł gwałtowny ogień, kosząc kolegów, idących tuż za nim. Jeden zabity, czterech rannych. Wówczas przyjeżdża mer poinformowany o wyprawie zorganizowanej przez młodzież. Mer każe zamknąć wszystkie drzwi willi, na które następnie komornik nakłada ochronne pieczęcie. „Sanktuarium” pozostanie więc nietknięte – przynajmniej do momentu, kiedy sędzia śledczy postanawia przeprowadzić legalną rewizję w willi zbiegłego, obrzydliwego „kolaboranta”. Decyzja ta nie zostanie wykonana. Damabiah umrze przed oddaniem się w ręce sprawiedliwości, i jego śmierć wygasi podjęte przeciwko niemu postępowanie sądowe. Równocześnie obalony zostanie zakaz wstępu do „sanktuarium”. Począwszy od tej chwili ryzyko świętokradztwa i związanej z nim kary przestaje grozić ewentualnemu gwałcicielowi.

Cześć, mam na imię Oktawia i zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Jestem hobbystką i takie tematy właśnie będą się tu pojawiać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Ci do gustu 😉